Blog lekko intelektualny

Wpis

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Cuba Libre (z książki autora pt. "Co trzeba wiedzieć o dziewczynach - opowiadania", opowiadania nowe)

To był fantastyczny wieczór! Od dziś pręgierz kojarzyć mi się będzie wyłącznie jako miejsce, w którym można spotkać fajnych ludzi. No serio! Kiedy przyszliśmy z Yuki na miejsce, dziewczyny już były. Barwne kwiaty, lekko falujące na przedwieczornym wietrze Starej Metropolii, niecierpliwiły się już trochę, bo na miejsce nie dopłynął jeszcze Delfin. To właśnie ona była sprawcą całego zamieszania.

Stałem troszkę z boku i podziwiałem widok kilkudziesięciu kobiet, które otaczał tłum gapiów, domorosłych pstrykaczy fot i gości z Sopotu, fanów Arki Gdynia, próbujących w stanie lekkiej nieważkości zaprosić jedną z dziewczyn na balety we wspólnym gronie. Patrząc na harmonię fryzur, makijaży i ubrań, barwnych ucieleśnień hasła spotkania Feel Free, czyli Poczuj Luzik, postanowiłem poświęcić się fotografowaniu portretów.

Fotograf to ma w sumie dobrze. Objuczony sprzętem żyje w niebycie, uzasadnionym jego wizją artystyczną – jego okiem, jaźnią staje się oko aparatu. I tylko to się liczy. Czuć i zobaczyć uczucia. Utrwalić uczucia. Obrazem. Utrwalić klimat. Też obrazem. I obraz – ten nieruchomy – musi przemówić, kiedy już przebrzmią słowa i dźwięki.

Skupiony na dostrzeganiu Piękna usłyszałem radosny szum. Pojawił się Delfin. Falujące, ciemne włosy wyraźnie odcinały się na tle srebrnego, obcisłego kostiumu. Ciemne okulary uzupełniały to Zjawisko.

- Przepraszam za spóźnienie, powiedział Delfin. – Szkoda czasu – idziemy!

Oślepiony tym srebrem dopiero po chwili dostrzegłem drugiego Fotografa. Po przywitaniu zaprosił dziewczyny na schody Starego Przybytku i rozpoczęła się sesja. Kolejne dziewczyny prezentowały swoje walory przed obiektywem.

Ja stanąłem znowu troszkę z boku, nie chcąc angażować uwagi innych. Starałem się dostrzec to, czego wcale na pierwszy rzut oka nie było widać. Robiłem zdjęcie za zdjęciem, w amoku wielu tematów, ruchów, gestów, póz…

Obudziło mnie hasło przejścia do klubu. Kiedy tam już doszliśmy, rozpoczął się rytuał tworzenia się par i trójek, które rozpoczynały Ważne Rozmowy pomiędzy sobą, zamawiając cokolwiek z menu.

Sam nie wiem, jak minęły dwie godziny. Wszyscy się troszkę rozochocili świetną muzą i ktoś rzucił hasło: - To idziemy na diskoooo!

Długo by opowiadać, co działo się dalej. Wielkie zamieszanie i niepewność, który lokal wybrać…?

Wybraliśmy dobrze. Oczywiście to zasługa Delfina i jej wyrafinowanego smaku.

Już od podwórka, przez które wchodziło się do Klubu, sączyły się spokojne dźwięki muzyki latynoamerykańskiej. Wnętrze klubu było dość niskie, ale przez to wydawało się bardziej przytulne.

Wielość zakamarków i oddzielnych niby-pokojów powodowało, że można było uciec troszkę od wzroku innych. Nie dotyczyło to oczywiście wszystkich chętnych do tańca – parkiet (w zasadzie płytki) oferował o tym czasie jeszcze wiele miejsca.

Każdy próbował swoich sił – Delfin poruszał się z lekkością motyla, Fotograf odłożył sprzęt, pokazując doskonałe czucie rytmu, dziewczyny kręciły wszystkim, czym miały (spoko, nie przeginam – nawet kot był, co ogon miał, więc było czym kręcić!), a ja postanowiłem się troszkę porozglądać…
W ciemniejszym kącie sali dostrzegłem Ją. Kobiece kształty ubrane w białego tiszerta, obcisłe spodnie, szpilka… I te usta. Czerwone. Piękne Czerwone Usta – tak ją nazwałem. Na parkiecie poruszała się skromnie, jej ruchy były swobodne, jak rumba, która sączyła się z głośników. Jej biodra zataczały kręgi, ręce ocierały się o pośladki, piersi, włosy… Patrzyła dużymi, pięknymi oczami. I te usta czerwone….

Odłożyłem sprzęt i dałem porwać się szaleństwu tańca. Z czasem muzyka się zmieniała, przybierając formę trochę szybszej, ostrzejszej, żeby po godzinie zmienić się w dyskotekową. Dla mnie to nie miało już większego znaczenia. W tanecznym transie czułem ten wspaniały rytm i… jeszcze coś. Cały czas miałem uczucie, że ktoś na mnie patrzy. Wynurzyłem się z mojego transu i rozejrzałem. Stała tam, blisko, bezwstydnie patrząc mi prosto w oczy i rozchylając te jej piękne czerwone usta… Tańczyła tam przez cały czas, coraz bliżej, obserwując mój taniec i ruchy, czasami lekko ocierając się o mnie.

Obserwowałem ją tak, jak ona mnie. Wzbierało we mnie pewne przekonanie, że…

Kiedy miałem już do niej coś powiedzieć nagle porwał mnie korowód tańczących…

Po powrocie z tanecznego kółeczka Jej już tam nie było. Zrobiło mi się trochę przykro. Tak bardzo chciałem z nią zatańczyć, dać się unieść transowi muzy i zmysłów, powiedzieć, a raczej pokazać, jak nasze taneczne dusze mogłyby się połączyć.

Na zewnątrz księżyc świecił tak jasno, że miałem wrażenie, że już świta. Wychodząc poczułem na sobie wzrok. Skądś znałem już to uczucie… Obróciłem się. Na dole stała Ona.

- Znajdź mnie… - powiedziały do mnie bezgłośnie jej piękne, czerwone usta.

Ale chyba te usta powiedziały jeszcze coś - znacznie... piękniejszego?

Uśmiechnąłem się.

Kto to wie, kiedy wrócę na tą cudowną, latynoską wyspę, szukając przyrzeczenia tej gorącej rumby…

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
jjsmoczyk
Czas publikacji:
poniedziałek, 16 czerwca 2014 22:20

Polecane wpisy

  • Oni wiedzą

    Ale oni wiedzą. Wiedzą, że tamci kradną, oszukują, naginają. Że zatrudniają rodziny, są ponad prawem. Nawet tym, które sami na kolanie tworzą. Oni to wiedzą. I

  • Łapać złodzieja!

    Problemem naszych czasów wydaje się być to, że to złodziej najgłośniej krzyczy "Łapać złodzieja!"...

  • Wartość

    Wartość człowieka nie jest sumą jego dobrych i złych uczynków, a pytaniem, czy dokończysz z nim tę beczkę soli.

  • Jakoś się udało

    Problem został chyba rozwiązany, kryzys zażegnany, zobaczymy jak to się dalej potoczy. Rozmowa z trenerem i rodzicami partnerki była dość emocjonalna, może coś

  • Inauguracja

    Sezon taneczny rozpoczęty. Zaczynają się typowe i stałe problemy. Wydawało mi się, że po ostatnich rozmowach i uzgodnieniach, po obozie, jakoś udało się dojść d

Trackback

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny