Blog lekko intelektualny

Wpisy

  • środa, 31 stycznia 2018
    • Karuzela ciał

      Karuzela ciał

      Jarosław Smoczyk

       

      Zawieszony tu gdzie niebo i ziemia,

      Zastygły w lawie wulkanu starej miłości

      Budzę się

      I rozglądam.

      Który to już rok tego więzienia -

      Straciłem rachubę...

       

      Dostrzegam Ciebie, i tamte piękne

      Niewolnice swojej stałości.

      Pośród lawy,

      W ruinach dawnej sławy...

      Patrzą chciwym wzrokiem,

      Szukając sobie podobnych...

       

      Znowu zakręci się

      Karuzela ciał, pożądania, lęków i chęci

      Tych, którzy się zbudzą.

      I wstaną z martwych.

      I pójdą z plecakiem gorącej jeszcze lawy,

      Odsuwając stygnący żar od siebie...

       

      Epilog.

       

      Chowasz się w moje ramiona, przytulasz głowę,

      Zmęczone ciało przywiera do mnie,

      Jak wtedy,

      Gdy cichym jękiem

      Powiedziało, że było pięknie.

      Jestem przyrzeczeniem nowego żaru.

       

       

      Choćby tylko dla niego...

      Chcę tego... Ty wiesz... Ty też...

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      jjsmoczyk
      Czas publikacji:
      środa, 31 stycznia 2018 10:03
  • piątek, 05 stycznia 2018
    • Dziewczynka (erotyk)


      Usiadła. Jej jasne włosy odsłoniły jedwabną skórę.

      ...Bo cię musnę ustami po karku...

      ...i nie uśniesz potem długo...

      Zamknęła oczy.

      ...Przejdę języczkiem na szyję...

      Zsunęła się do pozycji pół leżącej.

      ...I przez dołeczek znajdę...

      ...takie tajemne przejście...

      Yyyyyyhy – wyszeptała.

      ...między dwoma obliczami słońca.

      ...Język zgubi się pomiędzy nimi na krótko...

      ...aby podążyć w dół....

      ...zbliżając się powoli do wielkiej tajemnicy...

      Małej... – westchnęła.

      ...Delikatny podmuch rozchyli wargi...

      ...które drżąc przyjmą pieszczotę...

      ...wilgocią ciemniejszej strony rozkoszy...

      OMG - dobyło się z pół otwartych ust.

      ...I tylko cichy jęk potwierdzi...

      ...jak bardzo tego pragnęłaś...

       

      Tak mogę? – spytałem.
      Jej ciepły oddech był jedyną odpowiedzią...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Dziewczynka (erotyk)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      jjsmoczyk
      Czas publikacji:
      piątek, 05 stycznia 2018 20:28
  • poniedziałek, 04 grudnia 2017
  • piątek, 06 października 2017
    • Ucieczka z więzienia (opowiadanie)

      -I po co mi to było?! Pomyślałem, kiedy policjantka prowadziła mnie do tymczasowego aresztu po zatrzymaniu za przekroczenie prędkości.

      -Przecież to stara, pusta droga, nic się tu nie dzieje, a ograniczenie do bzdurnych czterdziestu to bezsens!

      Samo zatrzymanie też było jakieś dziwne. Policjant podbiegł do mnie z ręką na kaburze pistoletu i drugą wyciągniętą przed siebie, jakby chciał wyrwać kluczyki z mojego samochodu. Dopiero kiedy znalazł się przy oknie, które zdążyłem otworzyć, w świetle przydrożnej latarni zobaczyłem, że spod policyjnej czapki na ramiona opadają długie i ciemne włosy. Uśmiechnąłem się do siebie – Policjantka!

      Kiedy spojrzała na mnie i otwarła usta pomyślałem, że zaraz zacznie krzyczeć, ale zamarła w bezruchu. Jej brązowe oczy wpatrywały się we mnie, ręce oparły na drzwiach. Milczenie trwało chyba godziny.

      - Dzień dobry, starsza aspirant Bella Z. Dowód rejestracyjny, prawo jazdy i ubezpieczenie poproszę.

      Kiepsko ją słyszałem, ale domyśliłem się, co mam podać.

      - No taaak. Będzie mandat...

      - Proszę wysiąść z samochodu - powiedziała.

      Wysiadłem. Kazała mi się obrócić i położyć ręce na masce. Potem bardzo powoli zaczęła mnie rewidować. Jej ręce rozpoczęły wędrówkę od mojej głowy. Zatrzymały się na krótko na szyi, by sprawdzić moje umięśnione barki. Wolno zsunęły się wzdłuż ciała. Trochę się zdziwiłem, że podczas sprawdzania okolic torsu i brzucha przywarła silnie do mnie, ale widocznie takie są procedury. Kiedy sprawdzała nogi, dokładnie wykonywała swoją pracę, wielokrotnie przesuwając dłońmi od moich pachwin do kostek.

      Nie wiem ile to trwało. Byłem wściekły na siebie, że straciłem cenne minuty w drodze na mecz.

      Nagle stała się rzecz okropna: wygięła mi ręce do tyłu i... skuła kajdankami!

      Przeraziłem się. Areszt, przesłuchania, potem sąd i wstyd. No i meczu już nie zobaczę...

      Zrezygnowany patrzyłem, jak wyciąga kluczyki ze stacyjki i zamyka auto.

      Przeprowadziła mnie na drugą stronę ulicy, gdzie znajdował się komisariat. Kiedy weszliśmy okazało się, że jest jeszcze jeden policjant. Odwrócony do wejścia tyłem coś wertował w papierach. Nawet nas nie zauważył.

      Zamknęła mnie w obszernej celi z kratami, takiej, co to ma być na chwilę, do czasu, aż odbiorą zatrzymanych do większego aresztu.

      Usiadłem zrezygnowany. Popatrzyłem na nią. Nie odeszła. Usiadła przy kratach, kładąc wcześniej moje dokumenty i kluczyk na biurku. Zdjęła czapkę. Włosy ukazały się w pełnej krasie. Potrząsnęła głową, rzucając mi powłóczyste spojrzenie spod długich rzęs. Zagadnąłem do niej, że bardzo żałuję, że przekroczyłem prędkość, ale... Bla bla bla...

      Ona tylko patrzyła. Uśmiechała się.

      - Niewiele się u nas dzieje – powiedziała ściszonym, pięknie brzmiącym głosem.

      I zrozumiałem. Zrozumiałem to, co do tej pory przesłaniały mi złość, pośpiech i mundur: ona była piękna!

      Spojrzałem na nią jeszcze raz i rozmowa potoczyła się dalej. Po kilku pierwszych zdaniach chciałem, aby ta chwila trwała wiecznie!

      No i czas zatrzymał się w miejscu. Rozmawialiśmy z coraz większą swobodą, uśmiechając się do siebie. Zapatrzeni, zasłuchani...

      Ostry dźwięk telefonu wwiercił się w uszy. Ona wstała i podeszła do biurka. Odebrała i zaczęła rozmawiać. Zaczęła też coś pisać przy moich dokumentach.

      Znowu mnie zmroziło. Wstałem i rzuciłem okiem na drzwi od celi. W zamku był klucz! Wolnym ruchem otwarłem drzwi. Ona rozmawiała. Podszedłem do biurka. Zabrałem dokumenty i kluczyk. Kątem oka mnie zobaczyła. Nie zrobiła nawet ruchu...

      Wyszedłem. Wsiadłem do samochodu.

      Siedziałem w nim długo. Zastanawiałem się, czy chcę odjechać. Rozum mówił jedno – serce coś innego...

      Ale musiałem podjąć decyzję. Z opuszczoną głową odpaliłem auto i wrzuciłem dokumenty na półkę. Rozsypały się trochę, a jakaś kartka zsunęła się na siedzenie. Spojrzałem na nią. Był tam numer telefonu i imię.

      Bella.

      Zachodzące słońce chyba jeszcze nigdy nie było tak piękne, jak tego dnia, kiedy po raz pierwszy uciekłem z więzienia.

      Czy jednak rzeczywiście uciekłem...?

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Ucieczka z więzienia (opowiadanie)”
      Tagi:
      Autor(ka):
      jjsmoczyk
      Czas publikacji:
      piątek, 06 października 2017 13:13
  • wtorek, 22 sierpnia 2017
    • 40 procent to dużo? Nieuśmiechnięci cz. I

      Brudne buty. Urwane sznurowadło. Za duża marynarka i kurtka. Włosy w nieładzie, podobnie jak paznokcie. Coraz bardziej zmęczone oczy. Wygląda jak wielu innych na ulicy – czyjś ojciec, dziadek.

      Ale nie ma swoich dzieci. W sumie to nie wiadomo, czy potrafiłby je kochać. Z kobietą? Z mężczyzną? W końcu mamy różowe czasy. Pomimo rozwiniętych studiów prawniczych prosty człowiek. W myśleniu. W działaniu. Prostak? Może, choć bardziej bez ogłady. Nie ma potrzeb osobistych. Jak mój ojciec. Mieć gdzie spać, co zjeść. Nie mieć za dużo, bo to źle. Kłopot tylko. W sumie to chyba nie wierzy w Boga. Bóg mu do niczego nie jest potrzebny. Ci, którzy bogiem straszą i owszem. Bo oni władają maluczkimi. Tymi zastraszonymi w codziennej egzystencji, że bóg im coś da, że im zabierze, że im pomoże albo poradzi. A ręka tego boga tu na ziemi czarny ma kolor. W sumie dlaczego czarny? Bo lepiej odbija złoto? Nie wiem... Łojciec R. Genialny biznesmen pozbawiony wszelkich uczuć. Z wyjątkiem miłości. Do kasy. Bezwzględny. Trochę go ogranicza przynależność korporacyjna – gdyby zrzucił habit, rozkręcił by się mocniej, ale branża wymaga kontaktów z niebem. Razem z Nim i  Hierarchami idealna Trójca. No do świętości daleko, ale droga dobra. Znaczy mnóstwo dobra wszelakiego leży po drodze – nic, tylko się schylać i podnosić.
      Jest wielu zapatrzonych w Niego. Prostych. Biednych. Noszących w sobie złość i nienawiść – jak On! Całe życie traktowani jak głupki wiejskie. Ale jeszcze przyjdzie ich czas! Pokażą jeszcze tym zasr*** inteligentom, co to im się wszystko udaje, co mają najpiękniejsze kobiety (w ogóle mają kobiety!), samochody, kasę na gadżety, kto tu jest najlepszy! Silny nie bije. Słaby tłucze, żeby pokazać swoją bezwzględność. Słabość to wada. Nie wybacza. Pamięta. Uderzy, kiedy będzie okazja. Nie poda ręki, tylko dobije. Z wielką satysfakcją, że oto dopełnia się JEGO sprawiedliwość. Że to jednak On jest lepszy.

      Ilu ich jest? Gardzących ludźmi, nieznoszących uśmiechu u nikogo. Wierzących na pokaz, grzesznych w ich rozumieniu. Zgorzkniałych, psychopatycznych, prostackich. Bez manier, bez perspektyw na życie bez kołowrotu. Mnożyć się? Skutek uboczny teraz, kiedyś gwarancja spokojnej starości. Teraz nic nie jest spokojne ani pewne. Dlatego trzeba te wredne mordy uwalić. To się nie da patrzeć, jak ci Piękni zostają radnymi, burmistrzami, prezesami, dyrektorami i d*** im wożą, dają na żarcie i chlanie, wszędzie się kłaniają. On też tak chce. Oni też tak chcą. Chcą BYĆ PIĘKNI pozostając sobą.

      Przydupasy są potrzebne. On sam nie da rady wszystkiego zrobić. Tu i tam trzeba mieć swoich. Najlepiej wszystkich. Bo wtedy będzie pod gwarancją sprawiedliwie. Tych roześmianych mord się już do niczego nie dopuści. Sami se tu będziemy. Samo się do pełnego naleje, a jak będzie pełno, to se wypijemy.

      Ilu jest takich? Bez większego wykształcenia, tych, co nie poradzili sobie z transformacją? Tych, co mieli możliwość założenia firmy, ale ani wykształcenia, ani wytrwałości, ani szczęścia nie stało...

      W sondażach niemal połowa tego kraju. NAPRAWDĘ? Ponad 40 procent? Niemożliwe! Skąd? Manipulacja? Przekupili sondażownie!

      A jeśli nie? Jeśli żyjemy w kraju totalnej ciemnoty katolickiej, alergii na wiedzę, z mentalnością niewolnika?

      Co to?! I młodzi bez perspektyw i ducha są tutaj? Jak? Po studiach? Też w szeregu z Nieuśmiechniętymi? Czy to jest uleczalne? ONR-em? Faszyzmem? Religią? Twardą ręką? Nie. Chyba nie – historia, co to się kołem toczy, pokazała już, że nie. Prawa strona to ciemna strona. Podobnie jak ta skrajnie lewa. Każda skrajność jest czarna. Każda Czerń jest skrajna, ta upiększona podstępnie koloratką także.

      Dziękuję, JA nie skorzystam. Moja morda pozostanie inteligencko uśmiechnięta. Wybrałem ŻYCIE. Bez skrajności.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      jjsmoczyk
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 sierpnia 2017 13:18

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny