Blog lekko intelektualny

Wpisy

  • piątek, 06 października 2017
    • Ucieczka z więzienia (opowiadanie)

      -I po co mi to było?! Pomyślałem, kiedy policjantka prowadziła mnie do tymczasowego aresztu po zatrzymaniu za przekroczenie prędkości.

      -Przecież to stara, pusta droga, nic się tu nie dzieje, a ograniczenie do bzdurnych czterdziestu to bezsens!

      Samo zatrzymanie też było jakieś dziwne. Policjant podbiegł do mnie z ręką na kaburze pistoletu i drugą wyciągniętą przed siebie, jakby chciał wyrwać kluczyki z mojego samochodu. Dopiero kiedy znalazł się przy oknie, które zdążyłem otworzyć, w świetle przydrożnej latarni zobaczyłem, że spod policyjnej czapki na ramiona opadają długie i ciemne włosy. Uśmiechnąłem się do siebie – Policjantka!

      Kiedy spojrzała na mnie i otwarła usta pomyślałem, że zaraz zacznie krzyczeć, ale zamarła w bezruchu. Jej brązowe oczy wpatrywały się we mnie, ręce oparły na drzwiach. Milczenie trwało chyba godziny.

      - Dzień dobry, starsza aspirant Bella Z. Dowód rejestracyjny, prawo jazdy i ubezpieczenie poproszę.

      Kiepsko ją słyszałem, ale domyśliłem się, co mam podać.

      - No taaak. Będzie mandat...

      - Proszę wysiąść z samochodu - powiedziała.

      Wysiadłem. Kazała mi się obrócić i położyć ręce na masce. Potem bardzo powoli zaczęła mnie rewidować. Jej ręce rozpoczęły wędrówkę od mojej głowy. Zatrzymały się na krótko na szyi, by sprawdzić moje umięśnione barki. Wolno zsunęły się wzdłuż ciała. Trochę się zdziwiłem, że podczas sprawdzania okolic torsu i brzucha przywarła silnie do mnie, ale widocznie takie są procedury. Kiedy sprawdzała nogi, dokładnie wykonywała swoją pracę, wielokrotnie przesuwając dłońmi od moich pachwin do kostek.

      Nie wiem ile to trwało. Byłem wściekły na siebie, że straciłem cenne minuty w drodze na mecz.

      Nagle stała się rzecz okropna: wygięła mi ręce do tyłu i... skuła kajdankami!

      Przeraziłem się. Areszt, przesłuchania, potem sąd i wstyd. No i meczu już nie zobaczę...

      Zrezygnowany patrzyłem, jak wyciąga kluczyki ze stacyjki i zamyka auto.

      Przeprowadziła mnie na drugą stronę ulicy, gdzie znajdował się komisariat. Kiedy weszliśmy okazało się, że jest jeszcze jeden policjant. Odwrócony do wejścia tyłem coś wertował w papierach. Nawet nas nie zauważył.

      Zamknęła mnie w obszernej celi z kratami, takiej, co to ma być na chwilę, do czasu, aż odbiorą zatrzymanych do większego aresztu.

      Usiadłem zrezygnowany. Popatrzyłem na nią. Nie odeszła. Usiadła przy kratach, kładąc wcześniej moje dokumenty i kluczyk na biurku. Zdjęła czapkę. Włosy ukazały się w pełnej krasie. Potrząsnęła głową, rzucając mi powłóczyste spojrzenie spod długich rzęs. Zagadnąłem do niej, że bardzo żałuję, że przekroczyłem prędkość, ale... Bla bla bla...

      Ona tylko patrzyła. Uśmiechała się.

      - Niewiele się u nas dzieje – powiedziała ściszonym, pięknie brzmiącym głosem.

      I zrozumiałem. Zrozumiałem to, co do tej pory przesłaniały mi złość, pośpiech i mundur: ona była piękna!

      Spojrzałem na nią jeszcze raz i rozmowa potoczyła się dalej. Po kilku pierwszych zdaniach chciałem, aby ta chwila trwała wiecznie!

      No i czas zatrzymał się w miejscu. Rozmawialiśmy z coraz większą swobodą, uśmiechając się do siebie. Zapatrzeni, zasłuchani...

      Ostry dźwięk telefonu wwiercił się w uszy. Ona wstała i podeszła do biurka. Odebrała i zaczęła rozmawiać. Zaczęła też coś pisać przy moich dokumentach.

      Znowu mnie zmroziło. Wstałem i rzuciłem okiem na drzwi od celi. W zamku był klucz! Wolnym ruchem otwarłem drzwi. Ona rozmawiała. Podszedłem do biurka. Zabrałem dokumenty i kluczyk. Kątem oka mnie zobaczyła. Nie zrobiła nawet ruchu...

      Wyszedłem. Wsiadłem do samochodu.

      Siedziałem w nim długo. Zastanawiałem się, czy chcę odjechać. Rozum mówił jedno – serce coś innego...

      Ale musiałem podjąć decyzję. Z opuszczoną głową odpaliłem auto i wrzuciłem dokumenty na półkę. Rozsypały się trochę, a jakaś kartka zsunęła się na siedzenie. Spojrzałem na nią. Był tam numer telefonu i imię.

      Bella.

      Zachodzące słońce chyba jeszcze nigdy nie było tak piękne, jak tego dnia, kiedy po raz pierwszy uciekłem z więzienia.

      Czy jednak rzeczywiście uciekłem...?

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Ucieczka z więzienia (opowiadanie)”
      Tagi:
      Autor(ka):
      jjsmoczyk
      Czas publikacji:
      piątek, 06 października 2017 13:13
  • wtorek, 22 sierpnia 2017
    • 40 procent to dużo? Nieuśmiechnięci cz. I

      Brudne buty. Urwane sznurowadło. Za duża marynarka i kurtka. Włosy w nieładzie, podobnie jak paznokcie. Coraz bardziej zmęczone oczy. Wygląda jak wielu innych na ulicy – czyjś ojciec, dziadek.

      Ale nie ma swoich dzieci. W sumie to nie wiadomo, czy potrafiłby je kochać. Z kobietą? Z mężczyzną? W końcu mamy różowe czasy. Pomimo rozwiniętych studiów prawniczych prosty człowiek. W myśleniu. W działaniu. Prostak? Może, choć bardziej bez ogłady. Nie ma potrzeb osobistych. Jak mój ojciec. Mieć gdzie spać, co zjeść. Nie mieć za dużo, bo to źle. Kłopot tylko. W sumie to chyba nie wierzy w Boga. Bóg mu do niczego nie jest potrzebny. Ci, którzy bogiem straszą i owszem. Bo oni władają maluczkimi. Tymi zastraszonymi w codziennej egzystencji, że bóg im coś da, że im zabierze, że im pomoże albo poradzi. A ręka tego boga tu na ziemi czarny ma kolor. W sumie dlaczego czarny? Bo lepiej odbija złoto? Nie wiem... Łojciec R. Genialny biznesmen pozbawiony wszelkich uczuć. Z wyjątkiem miłości. Do kasy. Bezwzględny. Trochę go ogranicza przynależność korporacyjna – gdyby zrzucił habit, rozkręcił by się mocniej, ale branża wymaga kontaktów z niebem. Razem z Nim i  Hierarchami idealna Trójca. No do świętości daleko, ale droga dobra. Znaczy mnóstwo dobra wszelakiego leży po drodze – nic, tylko się schylać i podnosić.
      Jest wielu zapatrzonych w Niego. Prostych. Biednych. Noszących w sobie złość i nienawiść – jak On! Całe życie traktowani jak głupki wiejskie. Ale jeszcze przyjdzie ich czas! Pokażą jeszcze tym zasr*** inteligentom, co to im się wszystko udaje, co mają najpiękniejsze kobiety (w ogóle mają kobiety!), samochody, kasę na gadżety, kto tu jest najlepszy! Silny nie bije. Słaby tłucze, żeby pokazać swoją bezwzględność. Słabość to wada. Nie wybacza. Pamięta. Uderzy, kiedy będzie okazja. Nie poda ręki, tylko dobije. Z wielką satysfakcją, że oto dopełnia się JEGO sprawiedliwość. Że to jednak On jest lepszy.

      Ilu ich jest? Gardzących ludźmi, nieznoszących uśmiechu u nikogo. Wierzących na pokaz, grzesznych w ich rozumieniu. Zgorzkniałych, psychopatycznych, prostackich. Bez manier, bez perspektyw na życie bez kołowrotu. Mnożyć się? Skutek uboczny teraz, kiedyś gwarancja spokojnej starości. Teraz nic nie jest spokojne ani pewne. Dlatego trzeba te wredne mordy uwalić. To się nie da patrzeć, jak ci Piękni zostają radnymi, burmistrzami, prezesami, dyrektorami i d*** im wożą, dają na żarcie i chlanie, wszędzie się kłaniają. On też tak chce. Oni też tak chcą. Chcą BYĆ PIĘKNI pozostając sobą.

      Przydupasy są potrzebne. On sam nie da rady wszystkiego zrobić. Tu i tam trzeba mieć swoich. Najlepiej wszystkich. Bo wtedy będzie pod gwarancją sprawiedliwie. Tych roześmianych mord się już do niczego nie dopuści. Sami se tu będziemy. Samo się do pełnego naleje, a jak będzie pełno, to se wypijemy.

      Ilu jest takich? Bez większego wykształcenia, tych, co nie poradzili sobie z transformacją? Tych, co mieli możliwość założenia firmy, ale ani wykształcenia, ani wytrwałości, ani szczęścia nie stało...

      W sondażach niemal połowa tego kraju. NAPRAWDĘ? Ponad 40 procent? Niemożliwe! Skąd? Manipulacja? Przekupili sondażownie!

      A jeśli nie? Jeśli żyjemy w kraju totalnej ciemnoty katolickiej, alergii na wiedzę, z mentalnością niewolnika?

      Co to?! I młodzi bez perspektyw i ducha są tutaj? Jak? Po studiach? Też w szeregu z Nieuśmiechniętymi? Czy to jest uleczalne? ONR-em? Faszyzmem? Religią? Twardą ręką? Nie. Chyba nie – historia, co to się kołem toczy, pokazała już, że nie. Prawa strona to ciemna strona. Podobnie jak ta skrajnie lewa. Każda skrajność jest czarna. Każda Czerń jest skrajna, ta upiększona podstępnie koloratką także.

      Dziękuję, JA nie skorzystam. Moja morda pozostanie inteligencko uśmiechnięta. Wybrałem ŻYCIE. Bez skrajności.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      jjsmoczyk
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 sierpnia 2017 13:18
  • czwartek, 22 czerwca 2017
    • Pokolenie pyskatych

      Pokolenie pyskatych. Jesteśmy najmądrzejsi. Mamy gotowe rozwiązania na wszystko. Potem przychodzi ktoś i mówi: mam cię w d***. Patrzysz zdziwiony i... znajdujesz tysiąc powodów, aby być "mądrzejszym", "lepszym cywilizacyjnie", "kulturalniejszym", bardziej "etycznym" i ustąpić, zamiast dać mu zwyczajnie PO RYJU!

      To przecież jedyny rodzaj polemiki, jaki rozumie...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      jjsmoczyk
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 czerwca 2017 09:49
  • wtorek, 06 czerwca 2017
    • Memy w mojej głowie

      TO, CO CENNE I PRAWDZIWE, JEST ZWYKLE BLISKO NAS...
      A MY SZUKAMY TEGO GDZIEŚ DALEKO.

      W odpowiedzi cytat z siebie: "...a szukaj sobie, gdzie chcesz! Nostalgicznie na stepach Australii, egzotycznie na koronie Tokyo Tower czy romantycznie na Polach Elizejskich. Albo na łące koło domu czy trawniku przed akademikiem. Tylko Twoja fantazja Cię ogranicza w tym, czego pragniesz, dokąd chcesz iść czy jak i kogo masz kochać. Cała reszta tu to znowu zestaw nakazów: patrz tu nie tam, szukaj tam, nie tu... Każdy jest inny - uniwersalizm nie istnieje."

      Memy. Nie lubię ich za bardzo. Są ogólnikowe, prostackie, nieprzystające. Reakcja świata na niechciane zdarzenia, zewnętrzny objaw gwałtownego uczucia pod wpływem. Obrona, która nie broni.

      Uniwersalizm nie istnieje. Jeśli stoisz na prawej nodze, to nie stoisz na lewej. Jeśli na obydwu, to tylko w połowie na jednej. Albo i nie, jeśli przeniesiesz ciężar ciała w którąkolwiek stronę. A kiedy leżysz? Czy strony też się liczą? Czy leżenie na wznak i na brzuchu to lepsza i gorsza strona czegoś?

      Znowu ktoś wychodzi i Ci coś wmawia. Że jesteś lepszy albo gorszy, że wierzysz w to czy tamto. Że stoisz po tej czy tamtej stronie. Jesteś za? Mem. Jesteś przeciw? Mem. Cieszysz się lub denerwujesz. Mem.

      Ucisz głosy w swojej głowie. Wyjdź bezgłośnie i obserwuj. Nie słuchaj. Usłysz mowę czynów. Kiedy mówią, że nie biją, a ty słyszysz jęki i okrzyki bólu. Kiedy mówią, że dają, a ty czujesz, że masz mniej w kieszeni. Kiedy mówią, że on jest zły, bo jest po takiej stronie, a Ty GO znasz, bo mieszka obok Ciebie od zawsze i wiesz, kim jest.

      A kiedy już wiesz, że kłamią, to POWIEDZ TO GŁOŚNO. Boisz się? To zawsze będziesz się bać. Po to straszy się ludzi, żeby byli ulegli, bezwolni, nieżywi.

      Życie to nie mem: jest w nas wszystkiego po trochu, ale żadnego z nas nie można uogólnić, przyciąć, wsadzić w ramkę paru słów czy jednego zdjęcia, bo przecież każdy jest jedyny, ważny i niepowtarzalny - dla siebie, rodziny, przyjaciół.

      Tylko dla wrogów nie...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      jjsmoczyk
      Czas publikacji:
      wtorek, 06 czerwca 2017 14:58
  • czwartek, 27 kwietnia 2017
    • Pogrzeb

      Jeśli będziesz wystarczająco długo siedział nad brzegiem rzeki, zobaczysz ciała swoich wrogów spływające z prądem rzeki. Tyle chińskie przysłowie. No to milczałem i siedziałem. Długo. Pomyślałem sobie: A może się mylę? Jednak nie. Nie myliłem się. Na horyzoncie rzeki pojawiają się pierwsze ciała. I będzie ich więcej. Coraz więcej. Nienawidzę mówić: A nie mówiłem?!

      Pogrzeb? Niestety. Ale nie idei populistycznych, idiotycznych programów niby-socjalnych, samowoli potencjalnych pacjentów psychiatrów.

      Pogrzeb PG. Polskiej Gospodarki.

      Jest coraz gorzej. Widać to na każdym kroku. W takim małym miasteczku jak to - jeszcze wyraźniej. Wszyscy uciekają. Ze wsi zresztą też uciekają. Przed biedą, zaściankiem i wielebnym. Z małego miasteczka do wielkiego świata, bo tu się nic nie dzieje. Bo nie leżymy na szlaku.

      Czas cofa się o lata. Dziesiątki, setki lat. Feudalizm. Średniowiecze. Histeria katolicka.

      Dookoła wróg. Sami wrogowie. W zasadzie znam to z czasów polskiej komuny. Powróciło w jeszcze silniejszej i głupszej formie.

      Przedsiębiorcy są zdezorientowani. Jeszcze ratują się przed brakiem pieniędzy wnioskami unijnymi. Jeszcze pracują na dofinansowaniu. Jeszcze telewizja wyświetla reklamy. Najsilniejszych. Zamiast normalnego biznesu – start-up’y. Nowa moda? Konieczność? Bieda?

      Mali giną. Zamykają się mikro firmy usługowe. Znikają z rynku freelanserzy. Obrót coraz mniejszy.

      Coraz mniej pieniędzy na rynku – ostatnie podrygi pińcet plus, później już tylko dół. Dla wszystkich.

      Telewizja nie ma pieniędzy. Kuriozum. Ceny paliwa w górę. Podatki w górę. Spółki państwowe dojne krowy. Ale i krowie kończy się mleko. Chrysler wraca do Ameryki. Hurra! Bezrobocie w dół! Bo coraz więcej pociągów już odjechało na Zachód?

      Czy ktoś w końcu powie: dość bandytyzmowi gospodarczemu?! Czy w końcu przetniemy to nieudane małżeństwo z KK? Czy ktoś w końcu unieszkodliwi wszystkich tych niedouczonych szkodników?

      Dziś jesteśmy już podtrzymywani przy życiu gospodarczym przez specjalistyczny sprzęt. Ktoś jednak majstruje przy wyłączniku zasilania tego sprzętu.

      Szykuje się pogrzeb? Najwyraźniej...

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      jjsmoczyk
      Czas publikacji:
      czwartek, 27 kwietnia 2017 14:43

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny